Wiek>: 123
Stan cywilny>: Gej
Partner/ka>: Nagini
Umiejętność>: Wszechstronny jest. On jest mocą i w nim jest moc!
Różdżka>: Każda
Pozycja w drużynie>: Siad prosty podparty
Zawód>: Złota Rączka
Sakiewka>: 9999999 g
Dołączył: 04 Paź 2010 Posty: 10
Wiek>: 123
Stan cywilny>: Gej
Partner/ka>: Nagini
Umiejętność>: Wszechstronny jest. On jest mocą i w nim jest moc!
Różdżka>: Każda
Pozycja w drużynie>: Siad prosty podparty
Zawód>: Złota Rączka
Sakiewka>: 9999999 g
Dołączył: 04 Paź 2010 Posty: 10
Wysłany: 2010-10-31, 15:04
Śmierciożercom zdarzało się porywać aurorów, jednak wtedy przeważnie byli to aurorzy, którzy coś znaczyli. Jak zastępca byłego szefa Aurorów, Gary Hofman, który po kilku dawkach cruciatusa miał dość i wyśpiewał wszystko, co wiedział – a było tego dużo.
Jaki pożytek będzie z Torres? To się okaże.
Śmiecriożerca wraz ze swoją ofiarą, teleportował się niedaleko opuszczonego domu, gdzie swoje gniazdo mieli tacy jak on – wyjęci spod prawa, mający wszystko w dupie, młodzi śmierciożercy dla których zabijanie czy porywanie ludzi było niczym zawody – kto więcej zdobędzie punktów, tym cieszył się większym szacunkiem wśród swoich.
Jack był jednym z tych, którzy nie musieli się bać o swoją reputacje – kilkakrotnie doprowadził do trwałych urazów psychicznych torturowanych czarodziei i mugoli, a lista jego trupów, może nie była tak bogata jak lista tych ważniejszych śmierciożerców, ale też imponowała swoją zawartościom. Ale nie imponowała Voldemortowi. Imponowała młodziakom, którzy przyłączyli się do Tom’a Riddla tylko dlatego, że nie mieli pomysłu na siebie po skończeniu szkoły.
W opuszczonym domu było ich dziewięcioro i jak zwykle pili duże ilości napojów wyskokowych i naśmiewali się z mugolki, którą złapali gdzieś pod wioską w której znajdywał się dom, od tak dla zabawy.
Biedna dziewczyna, na oko jakieś szesnaście lat, wisiała w powietrzu utrzymywana przez czar, szczerbatego młodzieńca, płakała cichutko, zasłaniając rękoma swoje nagie piersi, które zostały bestialsko odkryte, poprzez podarcie materiały skromnej sukienki, którą miała na sobie. Co jakiś czas, któryś z chłopaków strzelał z różdżki czerwony promień, który parzył i obezwładniał ramiona dziewczyny przez co, raz po raz jej ręce zwisały bezczynnie wzdłuż tułowia, a rozochoceni chłopcy, wyli w niebogłosy, rozkoszując się nieszczęściem mugolki.
W całym tym harmiderze, na brudnej posadzce, związana magicznymi liniami siedziała nieprzytomna Torres, którą Jack ogłuszył, kiedy tylko znaleźli się na niewielkim wzgórzu; miał dosć tego, jak się mu wyrywała i groziła, że nie dożyje swoich kolejnych urodzin. Owszem, musiał przyznać, ze przez jakiś czas było to zabawne – to jak się złościła było nawet interesującym widokiem, ale kiedy tylko podrapała go w twarz, to przestało być zabawne i stało się jak się stało.
Teraz dziewczyna powoli budziła się, mają pewnie nadzieje, ze to co wydarzyło się jakiś czas temu (dokładnie 10 godzin i 32 minuty ) było tylko snem. Jednak tak nie było. Przykro mi.
- Proszę, proszę. Złośnica się budzi. – pan porywacz pochylił się nad swoim nowym nabytkiem, dmuchając nią powietrzem przesiąkniętym alkoholem i śmierdzącym tytoniem, którego używali do żucia. Obrzydlistwo. Nic w tym dziwnego więc, że Shiri odwróciła głowę, byle tylko jak najdalej od śmierdzącego gościa, prawda? Ale to nie spodobało się Jack’owi
- Patrz na mnie jak do Ciebie mówię! – złapał ja mocno za podbródek i zmusił by na niego patrzyła. Opluła go, przez co zarobiła silne uderzenie w policzek.
- Suka. – warknął do jej ucha, prostując się – Bądź grzeczna, inaczej nie dostaniesz nic do jedzenia, psino. – jego towarzysze zaczeli ujadać, jak jakieś szalone psy, kiedy jeden z nich podał Jack’owi coś, co przypominało obroże. I na pewno nią było. I w tej chwili znalazło się na Torresowej szyi, zanim nie straciła znowu przytomności przez kolejne uderzenie w policzek, które spowodowało ze uderzyła głową w kant jakiegoś starego kredensu.
Kiedy obudziła się ponownie, w całym pomieszczeniu było ciemno – jedynym nikłym światłem, była świeczka stojąca na stole, na którym chrapali pijani śmierciożercy. Obok Torres, leżała łaknąca mugolka, która podciągnęła kolana pod brodę, i po cichu, pomiędzy łzami, wołała swoją matkę.
Na szyi miała taka samą obrożę jak Torres, tyle że od obroży Margaret- bo tak się nazywała mugolka – szedł gruby łańcuch, który swój koniec miał w dłoni, jednego z pijaków.
Wiek>: 24 lata
Stan cywilny>: Wolna
Różdżka>: Giętka, 14 cali, Lipa, włos testrala
Zawód>: Auror
Należy do>: Zakonu Feniksa
Sakiewka>: 50g
Dołączył: 23 Paź 2010 Posty: 13
Wysłany: 2010-11-06, 19:13
Przez całą drogę groziła chłopakowi, lecz niestety bez skutku. Jak grochem o ścianę. Starała się dostrzec jakiś znajomy punkt, ale po chwili zdała sobie sprawę, że znajduje się na kompletnym odludzi. Stara się uciec, zaczęła się wyrwać, nawet zaczęła go drapać. Oczywiście nie wiele to dało, śmierciożerca był zbyt silny. W końcu Jack ogłuszył ją, stała się bezradna.
Zaczęła się budzić,dookoła panował kompletny harmider. Otworzyła oczy, rozejrzała się po nieznajomym pomieszczeniu. Przy stole znajdowali się rozbawieni śmierciożercy. Była na siebie wściekła, że wtedy, na ulicy, dała się tak łatwo obezwładnić. Mogła go kopnąć, mogła zrobić cokolwiek. Więc dlaczego tego nie zrobiła? Odpowiedź była prosta. Nie chciała, aby dobrali się do Amelii i Edgara, aby mieli już spokój. Było to bezmyślne, lecz co można teraz było na to poradzić? Nic.
Słysząc głos porywacza skrzywiła się lekko. Czując zapach tytoniu i alkoholu, wydobywającego się z jego ust, automatycznie odwróciła głowę. Nie było co ukrywać, że smród był nieziemski. Czy śmierciożercy czasami się myją? Z pewnością nie!
Ból, ból i jeszcze raz ból! Tylko tyle czuła, gdy Jack złapał ją za podbródek. Była wściekła, nienawidziła, gdy ktoś tak ją traktuje. Opluła go, niestety on nadrobił to uderzeniem w twarz. Bolało. Obrazę puściła mimo uszu. Nie miała ochoty na sprzeczanie się z nim. Wiedziała, że to nic nie da, poza tym chciała się stąd wydostać. Jeszcze nie wiedziała jak, ale miała nadzieję, że się dowie. Tak, aby nikt w Ministerstwie nie miał problemów. Miała nadzieję, że nie wpakują się przez nią w kłopoty.
Obroża. Pięknie, po prostu pięknie... Gdyby była choć trochę wyższa, choć trochę silniejsza pokazałaby temu gnojkowi gdzie pieprz rośnie. Niestety nie była ani silniejsza, ani wyższa, ani nawet nie miała przy sobie różdżki! Leżała sobie spokojnie na ulicy, upuściła ją w trakcie porwania...
Kolejne uderzenie, tym razem jeszcze silniejsze i z jeszcze gorszym skutkiem. Chciała uniknąć ręki napastnika, lecz jej się to nie udało. Co więcej uderzyła w kant kredensu, który stał za nią. A potem była już tylko ciemność.
Otworzyła oczy, nawet nie wiedziała ile minęło czasu. Pomieszczenie spowiła ciemność, była noc. Niestety słychać było również głośne chrapanie śmierciożerców... Ale nie tylko. Obok siebie zauważyła młodziutką dziewczynę, płakała i wołała swoją mamę. Niestety matki tutaj żadnej nie było. Z obroży dziewczyny wystawał gruby łańcuch, który "uczepiony był" ręki jednego chłopaka. Z pewnością już go nie trzymał dobrze, skoro był w takim stanie w jakim był...
- Nic Ci nie jest? - Spytała szeptem.
Zdawała sobie sprawę, że jest to głupie pytanie, lecz nic lepszego nie przychodziło jej do głowy. Musiała pomóc dziewczynie, ale jeszcze nie wiedziała jak.
_________________
Shiri Torres. Wiek: 24 lata. Krew: Czysta. Zawód: Auror.
Wiek>: 123
Stan cywilny>: Gej
Partner/ka>: Nagini
Umiejętność>: Wszechstronny jest. On jest mocą i w nim jest moc!
Różdżka>: Każda
Pozycja w drużynie>: Siad prosty podparty
Zawód>: Złota Rączka
Sakiewka>: 9999999 g
Dołączył: 04 Paź 2010 Posty: 10
Wysłany: 2010-11-12, 22:33
Zapłakana dziewczyna spojrzała na Shiri wystraszonym wzrokiem, odsuwając się od niej jak najdalej tylko mogła - była przerażona, więc zanim sie zoreintowała że nieznajoma jest tak samo więźniem jak ona, minęła chwila a nawet dwie. W końcu otarła łzy brudną ręką i podciągnęła nogi pod brodę, którą oparła na kolanach.
- Nic mi nie jest...ale oni! To Szatany! - krzykneła zalewajac się znowu łzami. Łkając wołałą znowu matkę i odmawiała przeróżne modlitwy, które pozostały w jej pamięci. Kiedy Torres chciała ją w jakiś sposób pocieszyć, dziewczyna odsunęła się jeszcze bardziej, niemal zlewając się w ciemnym kątem, w którym siedziała. Nagle wszyscy śmierciożercy, upojeni winem i dziwnym zielskiem, zerwali się na równe nogi, jakby wiedzieli że huk, który dochodził z zewnątrz, nie przynosił ze sobą dobrych wieści. Huk nie uszedł też uwadze dwóm kobietom które siedziały na podłodze w pokoju - pannie Torres zabiło mocniej serce, mając nadzieje ze huk spowodwował oddział aurorów, jednak mugolka nie była zbytnio zadowolona z niego - ostatni taki huk sprawił, że tych Diabłó pojawiło się więcej i... załkała cicho, mając ciche pragnienie, żeby tym razem nie dobierali się do niej, a do tej nowej.
Co spowodwało huk? A moze raczej kto?
Śmierciożęrcy uspokolili się, odetchneli z ulgą ale nadzieja Torres prysnęła jak bańka mydlana a pisk przerażenia ze strony kąta mugolki, sprawił że na twarzy aurora pojawiła się troska o dziewczynę ale i zawzieta mina, która byłą tylko przykrywką dla strachu, jaki opanował ciało dziewczyny.
W końcu kto sie raduje na widok kilku mężczyzn, których twarze nie były zbyt przyjazne a w których Shiri rozpoznałą kilku śmierciożerców, którzy byli na głownej liście do złapania i osadzenia w Azkabanie - najlepsze było to, że jak Ci z listy wpadali do więzienia, ich miejsce zastępywali nowi. Śmierciżercy byli jak plaga, epidemia...byli czymś, z czym przyszło walczyć takim jak Torres, ale póki co nie widać było końca tej walki.
A walka nie była do końca wyrównana.
Pragnienie mugolki zostało spełnione - nowoprzybyli chcieli obejrzeć nową zdobycz Jack'a i to właśnie on, pociągnął za łańcuch który był uczepiony obroży na szyi aurorki, przyciągając ja tym samym do siebie - oczywiście, opierała się, co tylko spowodowało lawine śmiechu i okrzyków ze strony męzyczy. Lubili takie ostre kociaki. Oj lubili.
- Kogo mu tu mamy - przy Shiri, która wylądowała na kolanach przy stole śmierciożerców, ukucnął młody męzczyna, przystojny z wyraźnym niemieckim akcentem. Uśmiechnał się do niej, odgarniajac z policzka niesforny kosmyk ciemnych włosów. - Frau Torres!
- Gabriel Braun - warkneła dziewczyna, odchylając głowę, by uniknąć dotyku śmierciożercy. Byli razem w szkole - ten sam rocznik, inny dom a teraz stali po dwóch stronach barykady.
- Ostra laska z Ciebie, Torres. Lubię takie! - czy tego chciała czy nie, złapał ją za kark i pocałował, jednak nim zdążył coś jeszcze zrobić, po raz drugi rozległ się donośny huk a przez wybite okna domu przelały się czerwone promienie zaklęć - ze wszystkich stron! Jakie to cudowne uczucie urosło w piersi Torres na dźwięk znanych sobie głosów, ktore nawoływały miedzy sobą, żeby uważać na to jak sie zaklęcia rzuca! Widać było, ze akcja nie była zbytnio przemyślana - ale tak jest zawsze, jak twojemu człowiekowi dzieje się coś zlego, nie myślisz o tym, zeby planować, działasz automatycznie! Dlatego to co działo się w tym momencie było szybkie i nie do końca bezpieczne - zawód aurora nigdy nie był bezpieczny i raczej nie bedzie.
Cóż, powiem szczerze, że głowa mnie boli i zbytnio rozpisywać się nie bede, wiadomo jednak że akcja się udała - panna Torres i Margaret zostały odbite z rąk śmierciożerców (oczywiście panience Margaret wyczyścili pamięć i odesłali do domu) Dwóch aurorów ucierpiało (pan Kingsley Shakelbot był dość długo nieprzytomny po pewnej drętwocie jakiego idioty) a większość śmierciożerców uciekło - oczywiście teleportowali się. Alastor zwymyślał na młodego Bones'a za to, że pozwolił Torresowej zniknąć, jednak dziewczyna stanęłą twardo w obronie aurora, tłumacząc się swoim roztargnieniem? Chyba tak. Zresztą najważniejsze ze nie stała sie jej krzywda, prawda? Prwada! A wiecie jaki dodatkowy sukces byl w tym wszystkim? To, że po zaciękłej walce Charlusa Pottera z Gabrielem Braunem, ten drugi poległ w walce - zginał, ale nie z rąk Potter'a jakby mogło to sie wydawać. Pan Braun źle obliczył drogę i unikając oszałamiacza aurora, odskoczył na popsutą deskę i spadł z piętra, tak niefortunnie że złamał sobie kark... Ciekawe jak to opisza w proroku, bo Fiodor Gosiewski, auror polskiego pochodzenia, właśnie wyganiał z 'kwatery śmierciożerców' tanią i młodą dziennikarkę Proroka Codziennego, pannę Rite Skeeter.
Podsumowując:
Śmierciożercy stracili 6 ludzi (dwójka nieżyje - oprócz Braun'a, z rąk Alastora zginął Jack, który za wszelką cene próbował uciec z Torres, czwórka trafiła do Azkabanu), kilkoro rannych teleportowało się
Aurorzy ponieśli drobne obrażenia, lub jak w wypadku Kingsley'a było to coś poważniejszego, ale wszyscy żyli. I bezpiecznie wrócili do Ministerstwa Magii.
/Wybaczcie błędy i takie tam. Jako że aurorzy nie robili nic, zeby uwolnić panne Torres, zrobiłam to ja.o. amen/
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum